|
Strona 2 z 2  Wczoraj (wreszcie!!!) trafiła do mnie Księdza książka. Doczekałam się i najpierw bardzo łapczywie się za nią zabrałam, chciałam pochłonąć całą naraz. Ale teraz już czytam powoli, zdanie po zdaniu...
I...
Bardzo mnie przekonuje! Parę dni temu znów sięgnęłam po Tereskę. Ale wczoraj "Wyznania" bardziej do mnie trafiły, mimo, ze Teresa Święta i Doktor i chcę iść Jej drogą, to jednak Bohaterka "Serca Ojca" jakaś bliska :)... I wzrusza... Bardzo...
I otwiera. Otwiera na to co ze strachu gdzieś zakopane a nierozwiązane, pewnie to całe pokłady mojego perfekcjonizmu, który nie chcę, żeby był moim... i jego korzeń... I trochę dodaje odwagi, żebym się mu przyjrzała i nie bała swojej słabości.
I jeszcze raz: otwiera. Na żywą wiarę i żywą obecność Jezusa w moim życiu. Zapragnęłam Go na nowo.
I pewnie jeszcze będzie tego o wiele więcej, ale dopiero zaczęłam czytać.
Mam nadzieję, że Pan Bóg poprowadzi mnie dalej, że to nie chwilowy poryw serca.
Dziękuję Księdzu za tę książkę, za odwagę napisania jej i wydania. X. .......................................................................................................... Dziękuję za piekny prezent - książkę Ojcze! Czytam ją z zapartym tchem wtedy kiedy tylko mogę (lub kiedy przechytrzę żonę, bo ona też ją czyta). Naprawdę nie ukrywam łez. Ojcze, przeczytałem niewiele narazie, a dopełniło się we mnie tak wiele! Chwała Bogu Ojcu za księdza i jego towarzyszenie Życiu bez Ojca. Juz wiem, że ta książka pomoże zrozumieć, jaki zamysł Bóg Ojciec ma dla mnie, dla mojej rodziny, dla WBO! K. ............................................................................................................... Nie wiem jak się oddycha w tym promieniowaniu ojcowskim... Chętnie uciekłabym, bo coś pali w środku i rozrywa. Mam wrażenie jakby pod tym zimnym ciałem tylko ta rana... Póki co dzieckiem być nie potrafię... M. ......................................................................................................................... Księże, proszę o błogosławieństwo na czas czytania (dziś zaczęłam SERCE OJCA...) i czas po przeczytaniu... Łzy po kilku wyrywkowych fragmentów... Na pewno dziękuję za taką książkę! K. .................................................................................................................................... Księże! Piekna książka - otwiera oczy wiary, otwiera serce, pomocna w przeżywaniu kolejnego dnia... Dotarła do mnie aż z Bydgoszczy... I jeszcze jedno: dotarło do mnie, ile DOBRA w życiu zaprzepaściłam. Ale nie wiem, czy nieodwracalnie... A. ............................................................................................................................................. Ojcze, rzeczywiście, bez Miłości Boga Ojca, ta rana będzie owocować w drugą stronę, czyli będzie powodować rany u innych, szczególnie u najbliższych. T. ........................................................................................................................................................ Ojcze, czytam i płaczę, boli... To moja historia. Ciągle wołam: Ojcze, nie zostawiaj mnie..., i wiem, że Ojciec walczy o mnie. Proszę niech ojciec nie zostawia swego dziecka, bo wiem jak to boli. Dziękuję, że otwiera ojciec swoje serce. Z ogromną wdzięcznością za to co ojciec robi. Dziecko z raną Ojca. X. .............................................................................................................................................................. Skończyłam ostatnio czytać Księdza książkę "Serce Ojca...". Chcę się podzielić tym, jaki wywołała ona we mnie oddźwięk. Po pierwsze wykrzyknik: "Amen! Na wszystko amen!". Całość jest jakby werbalizacją tego, co przeżyłam, a czego nie umiałam wyrazić słowami. To pis mojej drogi do Boga, do Ojca. I chociaż nigdy wcześniej nie spotkałam się z takimi okresleniami i ten język był dla mnie całkiem nowy, to bardzo wiernie i dokładnie oddaje rzeczywistość, która była i moim udziałem. Przyznaję, mimo iż lubię czytać i dużo czytam - przez tę książkę trudno mi było przebrnąć. Na każdej stronie odnajdywałam fragment mojej własnej historii, cierpienia i trudu, do których wolałabym nie wracać. Rzeczywiście, tak jak Ksiądz pisze, taka droga do Ojca nie jest wcale wzniosła. Ale za to jest trochę jak ból porodowy: w momencie przeżywania wydaje się nie do zniesienia. Za to za jakiś czas przestaje się o nim pamiętać. Mimo iż zostaje pamięć o nim, nie da się go w sobie odtworzyć. I bardzo dobrze! Podsumowując, chciałam powiedzieć jedno: potwierdzam, że to, o czym Ksiądz pisze jest uniwersalną, Bożą rzeczywistością. Niezależnie odczasu, miejsca i osób, które to przeżywają. Niezależnie od wspólnoty i nazewnictwa. TAKĄ WŁAŚNIE DROGĄ PAN BÓG PROWADZI LUDZI. Ja jestem tego przykładem. Specjalnie nie używałam Księdza języka, choć określenia te idealnie oddają rzeczywistość. Ale nie znałam tych określeń, kiedy Pan Bóg przeprowadzał mnie przez moją ciemną dolinę. A dokonał tego samego i w ten sam miłujący sposób, o którym jest cała książka. Na koniec dziękuję za to wszystko Ojcu w niebie i Księdzu za otwartość na Jego natchnienia i za tę książkę. J. ........................................................................................................................................... kochany Ojcze! Czytam książkę i płaczę i dziekuję.. Bo to tak bardzo jest moja historiaa.Choc nie znam ojca duchowej "córki", to jest mi bliska i wiem co to wszystko o czym pisze znaczy.. Kiedys myslałam,ze tylko ja tak walcze i żebrzę o choc odrobinę miłości i akceptacji...Teraz wiem ,ze jest nas wiele... Jak tylko pozbieram mysli napiszę jeszcze. Wszystko co piszę i co napiszę jeszcze może Ojciec wykorzystać dla dobra tego, co ojciec robi. To co czytam w książce pozwala mi mieć nadziej,ze ja wreszczie przestanę się bać i wreszcie zaufam bezgranicznie Ojcu w niebie. Ja jeszcze tak bardzo jestem na etapie ogromnej potrzeby dziecka,by był Ojciec,by chronił. Dziś jak czytalam to chodziło mi bardzo po głowie,ze nasze spotkanie to nie przypadek.To miłujący Ojciec pokazuje jak bardzo kocha takie dzieci jak ja (ja nazywam siebie bardzo pokręconym i poplątanym dzieckiem). Mam też taką maleńką nadzieję, że jeszcze będzie mi dane spotkać się z ojcem i Wspolnotą. Już teraz wiem,że ojciec i Wspolnota ma w moim jeszcze pełnym lęku sercu swoje specjalne miejsce. Ja walczę o swoje szczególne miejsce w sercu mojego Ojca. Tak wiele mi Bóg daje, nie umiem jeszcze mimo to ufac bezgranicznie, ale się uczę. To nasze spotkanie to dla mnie wołanie Ojca: zobacz jak ja kocham!... Proszę o błogosławieństwo. Z modlitwą jedna z sierot.
Ps.Książka jest dedykowana sierotom ze Wspólnoty, a ja mam poczucie jakby była pisana specjalnie dla mnie..Dziękuję i modle się za ojca X. .................................................................................................................................... Chciałam tak na gorąco kilka słów o Sercu Ojca... Zbyt wiele jeszcze nie rozumiem... Chcę za nią ojcu dziękować, mimo że wyzwala ból i łzy, które ukrywam przed mężem. Muszę na nowo odpowiedzieć sobie, kim jest dla mnie Bóg i kim ja jestem... B. ............................................................................................................................................ Czytam Ojca książkę, wielkie dzięki za odwagę nazywania rzeczy po imieniu. Dla sieroty bez Ojca temat jest bardzo ważny, mnie dotykający mocno, obecny w moim życiu. Sam czuję się kanałem Bożego Ojcostwa. Uczę się ukazywać to Ojcostwo... ks. Znajoma... przeczytała książkę. Ja w ogóle nie wiedziałam, że taka wspólnota istnieje, ale zachęcona przez nią - poczytałam w internecie , także fragmenty "Serca Ojca". Rozumiem to wszystko - moje życie nie zostało przyjęte jako dar Ojca i dlatego przeżywam je jako bezsensowne (tu - m.in. depresja od liceum, a mam teraz 47 lat; ciało "protestujące" wieloma chorobami) i niepotrzebne, i nie do udźwignięcia najczęściej. Od ponad dwóch lat mam swojego ojca - zakonnika - i wiem, jak można przeżywać taką niezwykłą relację, bez kontekstu, który byłby niewłaściwy; ale doświadczyłam też, jak mało ludzi to rozumie i akceptuje. Mam męża, który rozumie i akceptuje, i sam ma coraz lepszą i głębszą relację z ojcem. Także jeden z moich synów. Dlaczego piszę? Ano, zamarzył mi się udział w takiej grupce promieniowania Ojcostwa - tyle, że jestem z X... - i chyba niewielkie szanse, żebyście aż tu zawędrowali? Wiem, że potrzebuję jeszcze dużo dostać, ale mogłabym i coś dawać --- na obrazie Rembrandta ojciec witający syna marnotrawnego ma jedna dłoń męską, a drugą kobiecą. Serdecznie pozdrawiam. Z. ...............................................................................................................................................
Moje refleksje:o książce i mnie...
Czuje się tak bardzo zniewolona oczekiwaniami innych moimi wyobrażeniami,tęsknotami,by bylo inaczej. Wszystko,co teraz czytam otwiera mi oczy serca duszy.Dziecko we mnie woła o miłość . to,co niepoukładane jakby się układa,staje się coraz wyraźniejsze,jaśniejsze.l,tęsknota,szukanie za każdą cenę, choćby odrobiny milosci a przy tym jaki ogrom niepojętej milosiernej łaski i miłosierdzia. Ojciec Jego czuła opieka ,ciągle szukanie i zatroskanie o dziecko;dziecko,które się zagubiło teraz jest na nowo odnajdywane. na ile mi starczy sil,by walczyc o te obecność Ojca we mnie... Na ile jeszcze mój lęk jest przeszkodą... ogromna potrzeba milosci ,by byc kochaną, akceptowaną za nic.Ogromna potrzeba chronienia innych,troski o innych. Jak Ty mnie Panie kochasz? Jak Ty mnie prowadzisz/. Zobacz ja wciąż jestem w swoim kąciku/to moje miejsce w którym się chroniłam i do którego jak było mi źle uciekałam/ Czasami niesmialo wychodzę z kącika i idę naprzód ,gdy widzę,ze nie ma nikogo/moich bliskich-boje się ich/Nikt nie patrzy,nikt nie ocenia-masz byc dobra,grzeczna...nie nerwowa ,spokojna,,, Ból,że mnie nikt nie dostrzega,że Bóg nie dostrzega/kiedy cos jest nie tak/ Przebacz mi Jezu obmyj w swojej swietej krwi... Czuje się tak jakbym nie miała sama do siebie dostępu. wszyscy myśla: dorosła, powinna sobie radzić, a ja czuje się jak maleńkie bezradne dziecko. chowam i skrywam przed światem mój lek i ból. Wiem, że takich sierot jest wiele. Tak bardzo bym chciała kiedyś móc byc pomocna w odkrywaniu Ojca s. .................................................................................................................... Długo wzbraniałam się przed napisaniem tych paru słów na temat „Serca Ojca” … Nie musiałam wszystkiego czytać, parę stron wystarczyło, by coś we mnie pękło, już nie pamiętam ile czasu ryczałam, ale chyba długo i do tej pory mam takie przekonanie, że to co się wtedy zadziało było ważne, może to odczucie żalu do ojca, że dla niego taką nie jestem, żalu do siebie, ze nigdy nie odważyłam się na taką relację, że nigdy tak nie ufałam, ale co myślę najważniejsze wtedy- ta rana, która na nowo zabolała, jakiś jęk do Ojca, krzyk palący od środka…Słowo ojciec, ale też i to co się wiąże z ojcostwem od dawna we mnie dźwięczało, ale niestety czymś smutnym, brakiem, tęsknotą za ojcem, który dawno odszedł… W końcu dałam sobie z tym spokój i już nawet smutku z tego powodu nie odczuwałam, może czasem złość, ale i tę już słabo, no i ta książka… nie mogła nie poruszyć, bo mówiła o tym, co ja sama przeżywałam, no właśnie sama w lękach, sama w niemocy, sama w złości na wszystkich, sama… A tu okazuje się, że Bóg to widzi, że widzi czyjś ból, że to sieroctwo przez niego nie zapomniane, że jeszcze może to wypełnić, dać pośrednika, dać ojca... Trochę bałam się tej rany, boję się jej nadal, nie do końca wiem co z nią zrobić, ale myślę, ze jest w czułych rękach Ojca, może przez zachłanność nie chciałam o tym mówić, tak naprawdę jest we mnie dużo wdzięczności za tę Tajemnicę odkrywaną w „Sercu Ojca…”, przecież można było cicho siedzieć, nikomu nie mówić o tym…dziękuję za to świadectwo M. ........................................................................................................................... Przykład kapłana św. J. M. Vianney'a jest mi bardzo bliski. Dla mnie prawdziwy ksiądz to taki, który czeka na ludzi w konfesjonale. I poza konfesjonałem również daje świadectwo o Bogu Miłości i Miłosierdzia poprzez ojcowskie serce, czyste, przejrzyste oczy. niedawno przeczytałam piękną książkę ks. Remigiusza Loty "Serce Ojca. Najbezpieczniejsze miejsce na ziemi" - polecam gorąco do przeczytania i bedę modlić się o takie serce Księdza dla ludzi. Szczęść Boże. Łucja ( z Forum na www.katolik.pl; dyskusja na temat: jaki powinien być prawdziwy ksiądz?) .............................................................................................................................. Rok temu przeczytałem "Serce ojca. Najbezpieczniejsze miejsce..", co mnie bardzo poruszyło. Moja relacja z ojcem, konsekwencje tego w moim życiu i ogromna potrzeba dobrego słowa, od starszego, życzliwego mężczyzny skłaniają mnie, by poszukiwać uzdrowienia zranień w waszej wspólnocie... Chciałbym uczestniczyć w spotkaniach wbo... Pozwolę sobie na szczerość, że najbardziej na świecie pragnę takiej dobrej obecności w moim życiu ojca, jaką znalazła "bohaterka" serca ojca". Czy to w ogóle jest dobre, mam już trochę lat, czy jest możliwe, bo nie znam nikogo kto chce zostać moim "ojcem"?... K.
|