|
24.12.2011. |
|
Strona 4 z 4 Gdy stałem kiedyś w mroźną noc, dygocząc wśród zamieci,Znienacka jakiś dziwny żar w mym sercu płomień nieci:I kiedym podniósł trwożny wzrok, by ujrzeć, co się pali,Dziecię płonące niby stos zjawiło mi się w dali.Na próżno pragnąc morzem łez płomienie zgasić swoje."Zaledwiem przyszedł na ten świat", powiada, " w ogniu płonę,Lecz nikt nie przyjdzie, by w nim grzać swe serce wyziębione!Pierś ma niewinna - oto piec, opałem cierń jest goły,Miłość to żar, westchnienia - dym, hańba i ból - popioły;Podkłada Sprawiedliwość drew, a Litość w węgle dmucha, Żeliwem pieca zaś jest fałsz i brud ludzkiego ducha; Skoro więc zbawić ludzi mam, a żar mnie straszny spala,Roztopię się i własną krwią grzech zmyję, co ich kala".To rzekłszy, Dziecię znikło gdzieś; wyrwany z osłupienia,pojąłem nagle, że jest dzień Bożego Narodzenia. (Robert Southwell 1561-1595)
|