Zaczynam więc odcinkową opowieść o tańcu...
Dlaczego tańce Izraela?
Dlaczego w ogóle taniec?
Od tego chyba powinnam zacząć.
Powód jest najprostszy na świecie - żeby być w relacji z Bogiem całym sobą.Bo tańce Izraela to nie tylko wspaniała zabawa, uradowanie się ruchem i sobą nawzajem - ale to przede wszystkim wejście całym sobą w przestrzeń Boga,odczucie jej całym ciałem.Dlatego te tańce nazywa się też tańcami uwielbienia.
Inspiracja pochodzi z judaizmu i kultury Żydów,którzy modlą się w postawie stojącej, kołysząc całym ciałem w przód i w tył.Kobiety kołysza się tez czasem na boki.Żydzi mówią,że to dlatego,żeby być w relacji z Bogiem całym ciałem,nie tylko myślami.Wprawiając w ruch ciało, sprawiają,że i ono poddaje się rytmowi modlitwy.
I taniec przypomina nam o tym własnie,przypomina,że modlitwa to relacja,rozmowa miłości.Miłośc potrzebuje ciała,żeby wyrazić się w pełni,potrzebuje uśmiechu,gestu,przytulenia.
I tu dochodzimy do gestów i kroków.Będę jeszcze pisac o ich znaczeniu przy okazji poszczególnych tańców,ale teraz powiem o dwóch ważnych aspektach tego tematu: - dlaczego warto znać gesty - i dlaczego nie trzeba się stresować,że nam nie wychodzą.
Gesty są ważne,nie tylko w tancu,ale w ogóle.Jeśli wykonuje się je świadomo i celowo,mówią często więcej,niz słowa.I przychodzą jakoś naturalniej,prościej...Sama sporo mówię i wiem,jak łatwo jest "przegadać" relację,zagubić w tym potoku słów sens. Modlitwę też łatwo przegadać, w tysiącu wypowiadanych słów nie wchodząc wcale w relację...
Mnie taniec uwalnia od tych wszystkich słów,sprawia,że mogę być po prostu w relacji,nie skupiając całej uwagi na tym,żeby nie zagadać,ująć mysli we własciwe słowa, nie palnąć głupstwa.I jestem w niej po prostu-całym ciałem,całą sobą.
Czy da się mówić ciałem?
Da się.Często więcej,niż setką słów.Jak niewiele trzeba,żeby powiedzieć coś ważnego,wiedzą wszystkie mamy i zakochani. Tańce Izraela wprowadzają nas w tę prawdę,uczą,jak mówić,milcząc.W przeciwieństwie do wielu innyc form ruchu, one MÓWIĄ i ZNACZĄ.Niosąc w sobie potężny przekaz duchowy i kulturowy,opowiadają o naszych korzeniach,naszej przeszłości i nas samych,takimi,jakimi jesteśmy dziś. Te tańce są bardzo specjalne,bo kazdy coś opowiada.Jeśli nauczymy się ich języka,odkryjemy,co mówią do każdego z nas.
Ale jest też i druga strona.
Krąg tańców Izraela jest wejściem w świętą przestrzeń Boga.To nie konkurs tańca!Nie trzeba się skupiać na tym,żeby nie mylić kroków,pięknie wypadać,wdzięcznie się przeginać albo skakać jak ta łania.
Na szczęscie.
To już mamy w swiecie,w życiu,wszędzie wokół nas.Bombardowanie obrazami fizycznego piękna,tysiące reklam,ogromna presja,żeby być zawsze pięknym,młodym,sprawnym i uśmiechniętym.Boję się tego.i boję się tego,jak bardzo to wywraca świat do góry nogami.Dlaczego pięćdziesięcioletnia kobieta ma udawać trzydziestolatkę?Gdzie te czasy,kiedy starsi ludzie byli szanowani,kiedy zmarszczki były synonimem mądrości i życiowego doświadczenia? Co się z nami dzieje?
Nie chcę w tym brać udziału i wierzę,że Wy też nie chcecie.
Taniec niesie prawdę.Tu nie trzeba być idealnym.Bo najważniejszą prawdą tańców Izraela jest - PIĘKNE JEST TO,CO JEST PRAWDZIWE.
Dlatego nie trzeba się skupiać na tym,żeby obrócić się we własciwym momencie,klasnąć pod dobrym kątem - i być ładnym.Bo nawet,jesli wszyscy wykonujemy w tancu te same gesty, to i tak każdy wykonuje je inaczej.Jedni robią większe kroki,inni mniejsze,jeszcze inni radośnie podrygują.I to włąśnie jest piękne.W naszej autentyczności i różnorodności jest nasze piękno.
Autentycznośc i prawda.To bardzo ważne słowa w tych tańcach.Bo one nie tylko pozwalają nam mówić prawdę gestami i krokami - one nam tę prawdę pokazują.I może to brzmi na razie jak jakieś czary-mary, ale to najzwyczajniejsza rzecz na świecie. Nasze ciało pokazuje nam prawdę o naszym życiu,naszych emocjach,relacjach,przeszłości,którą wciąż ze sobą niesiemy.Napięcia mięśni,blokady,bóle brzucha,głowy,to, czy lubimy się przytulać,czy wolimy raczej oszczędny uścisk dłoni.To prawda o nas,prawda o tym,kim jesteśmy i jak przeżywamy naszą rzeczywistość. Nasze ciało mówi do nas jedynym językiem, jaki zna,językiem,który nie kłamie - ale zwykle jesteśmy zbyt zalatani,by go usłyszeć - albo nie potrafimy go zrozumieć.
W tańcu uczymy się go powoli,odkrywamy,co o nas mówi.Może się zdarzyć,ze nie będziemy w stanie zatańczyć jakiegoś tańca,nawet,jesli wcześniej nie mieliśmy z nim problemu,może się pojawić opór,niechęć,dyskomfort.Taniec daje przestrzeń na przyjrzenie się temu,zastanowienie,dlaczego tak mam,skąd mi się to bierze.i warto się wtedy zatrzymać na chwilę,nie zmuszać,nie denerwować tylko przyjrzeć temu,co się w nas dzieje.Ja często dopiero w tańcu odkrywam coś,co się dzieje w moim życiu zupełnie poza tańcem.
Taniec jest też dla mnie powrotem do dziecięcości,autentyczności,spontaniczności.Często trudno nam być spontanicznymi w codziennym życiu, boimy się oceny, śmieszności,niepoprawności.Czasem z zazdrością patrzymy na kilkulatków,bawiących się bez skrępowania pod ołtarzem w kościele albo ładujących się bezceremonialnie komuś na kolana.
Nie wiem,gdzie dojdziemy,jeśli będziemy tańczyć:) Ale ten taniec daje przestrzeń na ten powrót własnie,na spontanicznośc,niezgrabność,nieskrępowanie.Jeśli pozwolimy się uwolnić od naszej "dorosłości",to odkryjemy radość bycia Bożym Dzieckiem, dzieckiem,które może się przewracać,mylić kroki,latać boso po łące i być po prostu sobą - bo jest kochane własnie takim,jakim jest.
I do tego Was zachęcam.Do świadomości tego,co robimy,uważności i ciekawości. Bo one zaprowadzą nas do prawdy o nas samych, a ona z kolei - do wolności.
Michasia