| Spis treści |
|
Świadectwa
|
|
1. Była sobie mała dziewczynka
|
|
2. Przecież Bog nie musiał być Ojcem swojego stworzenia...
|
|
3. I ja ten krzyż przyjęłam, ucałowałam...
|
|
4. Staliście mi się b.bliscy przez to w co jesteście zanagażowani i tak potrzebni innym
|
|
5. Przyjąłeś mnie takim,jakim jestem...
|
|
6.Wspolnota Bożego Ojcostwa jest moim domem i nie chcę innego
|
|
7. Kiedy jestem wśrod Was, to czuję jakby ktoś okno otworzył...
|
|
8. Hannah
|
|
9. Każdy z was jest darem
|
|
10. Jesteście świadectwem, że prawdziwi ojcowie nie wyginęli
|
|
11. To tu rodziło się pragnienie umierania dla innych
|
|
12. Ojciec nasz wie, czego nam potrzeba
|
|
13.Tak trudno jest nie martwić się o jutro...
|
|
14. Ojciec spełnia takie małe, drobne prganienia
|
|
15. Miałam w sobie jeszcze jedną myśl: o Domu...
|
|
16. Piękna, choć bolesna obecność Ojca
|
|
17. Trzeba by nam wyrwać serce, żeby zniszczyć to przymierze
|
|
18. I to się zdarza po prostu z gliną
|
|
19. Po 28 latach mogłam po raz pierwszy powiedzieć "tato"
|
|
20. Bog jak się gniewa, to znaczy, że kocha...
|
|
21. Zobaczyłem, jak Bog przemienia naszą wspolnotę
|
|
22. Piękno prostoty, ktora nie chce zasłaniać sobą Ojca
|
|
23. Abym umiała być Mu wierną corką
|
|
24. Dajecie mi poznać, że aby być razem, nie trzeba za to płacić
|
|
25. WBO to dla mnie droga do Ojca
|
|
26. Cieszę się, że już jakiś czas idziemy razem
|
|
27. Fajnie być synem takiego Ojca
|
|
28. Być ojcem - jak to boli..., jak cudnie pachnie...
|
|
29. Serce Ojca
|
|
30. Budować Dom
|
|
31. Wszystkie moje włosy na głowie są policzone
|
|
32. Warto służyć Ojcu
|
|
33. Wyprowadzam się z mojego mieszkania
|
|
34. Stawać z pustymi rękami
|
|
35. Ach, Życie, kocham Cię nad życie...
|
|
36. Ach, Życie, kocham Cię nad życie...(cz. II)
|
|
37. Żywe bowiem jest Słowo Boże, skuteczne...
|
Strona 35 z 38 To chyba Duch Święty przypomniał mi jak żyliśmy z mężem parę lat temu… Mam również przekonanie, że ten sam Duch chce skłonić moje serce ku nawróceniu, ku tajemnicy pustych rąk… przypomnieć mi, że wszystko jest darem Boga. Mniej lub bardziej dotyczy to pieniędzy, chyba największej mamony jaką żyje świat. I nie chodzi dosłownie tylko o pieniądze ale o całą pychę żywota która się z tym wiąże, o choćby najmniejsze poleganie na sobie, o brak prawdziwego ubóstwa serca. Byłam jedynaczką i raczej z rzeczy materialnych przez większą część życia nic mi nie brakowało. Miałam wręcz nadmiary. Przyszedł jednak czas kiedy w moim życiu nie miałam nic, dosłownie nic ani pieniędzy, choć wtedy to zupełnie nie było ważne, ani nikogo dokoła siebie. Cierpienie spowodowane wewnętrznym bólem i odczuwaną samotnością spowodowało, że nie byłam w stanie w niczym polegać na sobie. Wtedy był to zapewne stan trochę chorobowy ale Pan Bóg chyba z tym większą miłością patrzył na takie serce. Było to moje doświadczenie ogromnego ubóstwa i zdania się tylko na Pana Boga. Jeśli byłam w stanie cokolwiek zrobić, wyjść z domu, iść choćby na parę godzin do pracy to tylko dlatego, że Pan Bóg uzdalniał mnie do tego. Nie myślałam o jutrze bo było to ponad moje siły. Wtedy poznaliśmy się z mężem. Nie mieliśmy nic a nie przeszkadzało nam to myśleć o małżeństwie. Od początku wszystko mieliśmy od Pana Boga. Modliliśmy się bardzo gorliwie o Dom i dał Pan Bóg Dom nie zważając, że nie mamy go za co utrzymać. Jak dał Pan Bóg Dom dał też mężowi stałą pracę na Jasnej Górze. Mąż poszedł pomodlił się i Matka Boża dała pracę. Ja zarabiałam niewiele ponad 300 zł, mąż trochę więcej i do tej pory nie wiem jak mogliśmy np. ogrzewać tak duży dom, skrupulatnie dawać dziesięcinę z każdego najmniejszego dochodu i żyć tak, że nam nic nie brakowało. Może i brakowało ale naszą troską nie było jutro a na „dziś” zawsze wystarczało. Mąż codziennie o 6 rano biegał piechotą z Domu na Jasną Górę do pracy (ok. 2 km), ale nie myśleliśmy o samochodzie. Pan Bóg pomyślał i dostaliśmy prezent i właściwie tak jest do dzisiaj. Wszystko co mamy dostaliśmy w darze… Jeden Dom, drugi Dom, samochód, moje studia, które kosztują 8tys rocznie a całą sumę mam dzięki przychylności dyrektora finansowaną. Nie mówię o rodzinie, mężu, dzieciach bo to oczywiste, widoczne błogosławieństwo. Pan Bóg błogosławi… I czasami paradoksalnie to błogosławieństwo staje się pokusą by sukcesy przypisać sobie. Kiedy człowiek nie jest już tak słaby, niezaradny, biedny, staje przed pokusą, by choćby najmniejszą cząstkę dobra przypisać właśnie sobie. To jest okropna pycha, której doświadczam od dawna i która jest chyba największą pokusą w moim życiu… Kiedy jadę do Warszawy na studia, choć chyba większość ludzi mnie lubi, to jednak patrzą dziwnie. Ja mówię, że w ciąży stopuje nie biorę tego i tego a moja koleżanka na to (również w ciąży i z dwulatkiem w domu) że ona robi 4 i 5 rok razem „bo w życiu trzeba się spieszyć”. Do tego rozpoczyna kurs psychoterapii, bo przecież „i tak późno na to wszystko”. Jednocześnie wiedzą, że jestem raczej pilnym studentem więc tym bardziej patrzą zdziwieni. Kiedy mówię, że nie używamy tabletek antykoncepcyjnych jest cisza i nie wiedzą jak na to zareagować. Ostatnio zadzwoniła pani i chciała lekcje na iwiolonczeli. Powiedziałam, że jestem na zwolnieniu i zarabianie w takiej sytuacji jest nieuczciwe, nie zrozumiała bo to przecież szkoła mnie poleciła (zdziwiła by się zapewne jeszcze bardziej gdyby zobaczyła co mamy albo czego nie mamy dzisiaj w portfelu) Pisze o tym dlatego, że to jest kilka sytuacji, które są pokusą a tych pokus jest znacznie więcej, małych kompromisów, które w ostateczności rujnują relację z Bogiem i często relacje małżeńską i wszystkie inne. Często walczę ze sobą by nie zacząć myśleć tak jak świat, tak jak moje koleżanki na studiach, tak jak wszyscy dookoła, którzy twierdzą, że pieniądze są takie ważne i potrzebne, że trzeba kalkulować, być zaradnym, że trzeba „szybko” by cokolwiek znaczyć. Od jednego z naszych rodziców też usłyszałam dzisiaj, że trzeba szybko podejmować decyzje i działać też szybko. Byłam zła, że musiałam tego słuchać bo naprawdę nie mogłam. Dzisiejsza Ewangelia mówi „Królestwo moje nie jest z tego świata” i rzeczywiście Królestwo Boże idzie zupełnie na przekór temu co mówi świat. Ja wiem, że tak jak mówiło wczorajsze Słowo z Mądrości Syracha „Dobra i niedole, życie i śmierć, ubóstwo i bogactwo pochodzą od Pana” i moje życie należy do Pana. Te pokusy o których pisze chyba nie są najgroźniejsze bo najgorsze są te, których nie widzę, których nie jestem świadoma. Wtedy łatwo przegrać. Trzeba modlitwy i codziennej wierności by rozpoznawać je w życiu, by nie dać się oszukać światu. Trzeba posługując się rozumem, wiedzą i zaradnością, która może być prawdziwym darem Bożym, jednocześnie w całości należeć i ufać Bogu. Pan Bóg przynagla mnie znowu do tego by stawać z pustymi rękami, by swoje życie chwila po chwili uzależniać od Niego, zawsze od Jego woli a nie od moich albo naszych potrzeb i pragnień, które czasami zdawać by się mogło, że są właśnie wolą Boga, że mogą usprawiedliwiać małe kompromisy. Można tak żyć ale kosztem obecności Boga w sercu, kosztem utraty prawdziwego Życia, kosztem błogosławieństwa…. Ewa W. |